piątek, 29 maja 2015

Rozdział 4

-To ja cię proszę żebyś poszedł już sobie. Dziękuję ci za odwiedziny i za mile spędzony czas, ale naprawdę idź już. Błagam cię.
W oczach miałam coraz więcej łez. Wstałam i zakluczyłam drzwi, aby Neymar nie mógł wejść do środka. Zaczęłam szukać czegoś ostrego, ale przecież nie rozpakowałam kartonów, więc nic tu nie ma oprócz szczoteczki, kosmetyków, pasty do zębów i szczotki. Po prostu zajebiście. Lepiej być nie mogło. Kucając przypomniałam sobie, że przecież mam długopis w spodniach. Sama nie wiem czemu nie spakowałam go do piórnika. Ale mniejsza z tym. Rozkręciłam go i wyprostowałam sprężynkę. Wyprostowałam rękę i zrobiłam parę kresek na nadgarstku. Poczułam cholerną ulgę. Uspokoiłam się trochę. Ney chyba już sobie poszedł, bo go nie słyszę. Postanowiłam iść zapalić. Otworzyłam drzwi i zauważyłam, że siedzi on na podłodze.
-Co się stało?- słyszałam troskę w jego głosie.
-Nic, czemu tu siedzisz? Powiedziałam ci, żebyś sobie poszedł. Wszystko jest w porządku.
-Czemu to zrobiłaś?!- powiedział to podnosząc moją lewą rękę. Słyszałam przerażenie w jego głosie. Co mam mu powiedzieć? Że gdy to robię to uspokajam się? Że jest lepiej? Przecież on wie lepiej. Czułam jak łzy lecą mi po policzkach.
-Co cię to interesuje?- głowę spuściłam na dół. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać
Neymar uniósł moją głowę, łapiąc za podbródek i powiedział po cichu patrząc mi głęboko w oczy:
-Bo się o ciebie martwię.
-Nie masz o co.
Po moich policzkach spływało jeszcze więcej łez. Wyrwałam rękę z jego mocnego uścisku i poszłam jak gdyby nigdy nic do przedpokoju. Otworzyłam drzwi i powiedziałam, żeby wyszedł. Wahał się dość długą chwilę, ale w końcu poszedł. Gdy wyszedł chwyciłam paczkę papierosów i poszłam na balkon. Wypaliłam 6 papierosów płacząc jak głupia. Za dużo myślę, ale taka już jestem i nic na to nie poradzę. Nie mam już siły udawać szczęśliwą. Nie mam też siły rozpakowywać tych pieprzonych kartonów. Muszę się czegoś napić. Wzięłam portfel z torebki, klucze, papierosy i poszłam do sklepu. Kupiłam 2 butelki whisky i 2 paczki papierosów tak na wszelki wypadek. Puściłam muzykę  i zaczęłam moje jakże wspaniałe popołudnie. Po niecałej godzinie pierwsza butelka nadawała się do kosza. Zaczęłam pić kolejną. Po jakiś 30 minutach butelka była w połowie pusta. Czułam, że jestem już trochę pijana. Trochę bardzo. Wypaliłam kolejną paczkę papierosów i nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Kto to może do jasnej cholery być? Neymarowi powiedziałam, żeby poszedł, uszanował moją decyzję i chyba nie wróci. A jak to właścicielka mieszkania? Co powie jak zobaczy mnie w takim stanie? No nic. Już chyba nie może spotkać mnie nic gorszego. W najgorszym scenariuszu stracę mieszanie. Ale przynajmniej nie będę miała dużo do pakowania. Podeszłam do drzwi i nie patrząc w wizjer otworzyła je. Zobaczyłam Neymara. Jednak nie uszanował mojej prośby. W ręcach trzymał dużą pizze. Przez sam zapach chciało mi się wymiotować.
-Co ty tu robisz?- zapytałam ledwo trzymając się na nogach.
-Czy ty piłaś? Boże dziewczyno nie rób tego! Nie sama bo..
-Bo co?- nie dałam mu dokończyć. Czy ja potrzebuję jakiegoś specjalnego pozwolenia na cokolwiek?
-Bo się o ciebie martwię.
-Już to mówiłeś. Z resztą to jest dziwne, bo przecież się nie znamy.
-To może powiem to inaczej. Nie chcę, żebyś sama piła, bo boję się, że sobie coś zrobisz a tego bym nie chciał.
-A co byś chciał? Żebym dzwoniła do ciebie i pytała o pozwolenie, żeby się napić czy zapalić?
-Nie o to mi chodzi. Ale możesz do mnie dzwonić jak będziesz miała takie pomysły.
-Jakie?
-Picie czy cięcie się na przykład.
-W życiu nie dostajesz tego czego chcesz- powiedziałam to uśmiechając się, a po moim policzku spłynęła mimowolnie łza. Ile razy jeszcze będę płakać tego dnia? Bo niemożliwe jest to, że to jest ostatnia łza w tym dniu.
-Wiem o tym doskonale, ale mimo to proszę cię. Jak będziesz miała ochotę to znów zrobić, to zadzwoń, albo napisz sms. Proszę cię.
-Okej. A więc po co tu przyszedłeś?
-Jak widzisz, mam tu dosyć sporą pizze, którą sam nie zjem, więc czy zechciałabyś mi pomóc?-powiedział to już z uśmiechem.
-Tak się składa, że nie jestem głodna.
Neymar ignorował mnie. Położył jedzenie na stole i poszedł do kuchni po talerze. Położył je obok dużego kartonu z pizzą i wziął butelki do kuchni. Jedną wywalił do śmieci a z drugiej wylał resztę do zlewu, po czym zrobił to samo co z poprzednią. Patrzyłam z obojętnością na twarzy na to co robi. Gdy otworzył karton, zebrało mi się na wymioty i żeby nie zwymiotować poszłam szybko na balkon zapalić. To co robi jest bardzo miłe z jego strony, ale czy on tego nie robi na pokaz? Sama już nie wiem. Wszytko co robią, bądź mówią ludzie biorę na dwa razy. Już taka jestem. Jestem osobą, która nikomu nie ufa, osobą która jest całkiem sama. Nie ma nikogo, komu może się zwierzyć. Nagle poczułam zapach pizzy. Neymar otworzył balkon i patrzył jak palę nie odrywając wzroku ode mnie. Nie wytrzymałam. Czułam jak zaraz zwymiotuję. Wywaliłam papierosa przez balkon i  pobiegłam do łazienki. Nie musiałam długo czekać jak mój gość będzie obok mnie. Trzymał mi włosy żebym nie ubrudziła ich od wymiocin. Spędziłam w toalecie niecałe 20 minut. Przez cały ten czas Ney był ze mną. Gdy wreszcie skończyłam nie miałam już na nic siły. Poczułam jak brazylijczyk bierze mnie na ręce i kładzie do łóżka. Nie byłam w stanie powiedzieć nic innego oprócz cichego dziękuję. W odpowiedzi zobaczyłam tylko jego uśmiech.
-Spokojnej nocy. Dobranoc- powiedział chyba z uśmiechem. Zamknął drzwi a ja odpłynęłam w krainę snów.
W nocy obudziłam się cała zalana potem. Chciałam sprawdzić, która jest godzina, ale telefon został w salonie. W pokoju śmierdziało niemiłosiernie. Obok łóżka zauważyłam jakąś miskę, którą musiał przynieść Ney gdy już spałam. Wstałam i podeszłam do okna. Wszędzie na ulicach było ciemno. Jedynie gdzieniegdzie na chodnikach były jasne punkty, które tworzyły światła z lampy. Patrzyłam tak chwilę przez okno i postanowiłam je wreszcie otworzyć. Poszłam do łazienki aby się szybko umyć. Tak, orzeźwiający prysznic to jest to czego mi trzeba. Umyłam się porządnie i przy okazji umyłam włosy. Wytarłam się i postanowiłam poszukać jakiś dresów w kartonach. Wyszłam owinięta w ręcznik i zaczęłam poszukiwania. Nie musiałam męczyć się długo bo otworzyłam pierwszy lepszy karton i znalazłam moje ulubione czarne dresy. Ubrałam je szybko i poszukałam jakiejkolwiek bluzki byle by mieć coś ubrane. Wyszłam z pokoju i zauważyłam, że światło w kuchni się pali...
*************
Zgodnie z obietnica wstawiam kolejny rozdział w weekend. Życze miłego odbioru. I pamięta KOMENTUJESZ- MOTYWUJESZ ;)

czwartek, 28 maja 2015

Rozdział 3

Skończywszy palić zauważyłam, że Neymar zbliża się do klatki od mojego bloku. Co on tu robi? Zeskoczyłam szybko z parapetu i pobiegłam do łazienki umyć zęby. Usłyszałam pukanie do drzwi, serce zaczęło mi szybciej bić. Sama nie wiem czemu. Może dlatego, że wyglądam jak śmierć na urlopie. Otworzyłam brązowe drzwi i zauważyłam, że Neymar trzyma bukiet czerwonych róż.
-To dla ciebie. Jak się czujesz? Wyglądasz strasznie- powiedział po czym dał mi buziaka w policzek
-Dziękuje ci bardzo, są pięknie- powiedziałam z uśmiechem i chyba z lekko różowymi policzkami- Dziś jest o wiele lepiej niż wczoraj.
-To dobrze. Jadłaś już może śniadanie?
-Tak- skłamałam. Nie mam ochoty nic jeść, może później zjem.
-Na pewno? Paliłaś?
-Tak, paliłam i jadłam kanapki z szynką.
-Powiedzmy, że ci wierzę. Długo palisz?- zapytał i otworzył okno w kuchni na oścież.
-Kilka lat..
-Ile?
-Cztery prawie pięć lat..
-To ile ty masz lat? Nie wyglądasz na dwadzieścia parę lat.
-Mam osiemnaście lat i jakoś tak wyszło..- powiedziałam a w moich oczach zaczęły się zbierać łzy z powodu bolesnych wspomnień. Odwróciłam się i poszłam po papierosa, otworzyłam balkon i zapaliłam. Po policzku spłynęła pojedyncza łza, którą szybko wytarłam aby Ney jej nie zauważył.
-Powiedziałem coś nie tak?- zapytał ze smutkiem na twarzy.
-Nie. Po prostu powróciły wspomnienia. Ale jest już ok. Napijesz się czegoś?- zapytałam, aby zmienić temat.
-Kawy jeśli można- uśmiechnął się.
 Spaliłam do końca papierosa i poszłam do kuchni wstawić wodę na kawę.
-Pijesz parzoną czy rozpuszczalną?
-Rozpuszczalną poproszę.
Zalałam kawy wrzątkiem i zajęłam miejsce naprzeciwko brazylijczyka.
-A więc, co cię do mnie sprowadza?
-Chciałem sprawdzić jak się czujesz. I mam do ciebie jeszcze jedno pytanie..
-Jakie?-spytałam ze zdziwienie, bo nie wiedziałam czego mogę się spodziewać.
-Wiem, że nie powinno się pytać kobiet o takie rzeczy, ale zaryzykuję. Ile ważysz? Wiesz wczoraj jak cię podnosiłem to wydałaś mi się strasznie lekka.
Nie wiem co odpowiedzieć. Nie spodziewałam się takiego pytania z jego strony. Co mam mu powiedzieć? Że mam dosyć sporą niedowagę? Nie, nie powiem mu tego, to jest moja sprawa. Jak dla mnie ta waga jest idealna i niech tak pozostanie.
-Po prostu wczoraj nic nie jadłam i to pewnie dlatego.
-Dlaczego?
-Jakoś tak wyszło. Dopiero mieszkam tu od niedawna, co pewnie się domyśliłeś po kartonach, które są wszędzie, i wyszłam pozwiedzać okolicę z zamiarem zjedzenia obiadu w jakiejś knajpce, ale stało się to co się stało i dlatego wydawałam ci się leciutka.- powiedziałam mu w sumie prawdę.
-Hmm a więc w związku z tym, że chciałaś pozwiedzać okolicę i zjeść jakiś obiad to zapraszam cię na dzień zwiedzania i zjedzenia pysznego obiadu niedaleko twojego domu.
To bardzo miłe z jego strony, ale nie czuje się na siłach, żeby dzisiejszy dzień spędzić na zwiedzaniu. Zresztą muszę w końcu rozpakować te kartony, które walają się po całym mieszkaniu..
-Dziękuję ci za propozycję, ale dzisiaj chciałam wreszcie rozpakować te kartony, żeby mieć wreszcie to z głowy.
-To może pomogę ci?- zapytał z uśmiechem na twarzy i zarazem nadzieją, że się zgodzę? Nie. Przecież słynny piłkarz ma ważniejsze rzeczy na głowie niż spędzenia dnia z taką osobą jak ja i pomocą w rozpakowywaniu kartonów.
-A czy ty przypadkiem nie masz dzisiaj jakiegoś treningu?
-Tak się składa, że cały tydzień mam wolny od treningów i nie mam co ze sobą zrobić.
-W takim razie będzie mi bardzo miło- odpowiedziałam, po czym poszłam włączyć moją ulubioną płytę Linkin Park, żeby się uspokoić i zacząć to pieprzone rozpakowywanie z uśmiechem.
-Słuchasz takiej muzyki?
-No tak, a co?
-Nic, nic. Po prostu nie spodziewałem się tego po tobie.
-No widzisz, cicha woda brzegi rwie. Możesz zacząć od tego kartonu, a ja pójdę się szybko przebrać- powiedziałam i nie czekając na odpowiedź poszłam do sypialni przebrać się i uczesać. Postanowiłam ubrać się w to:

Włosy uczesałam w wysoki kucyk i poszłam do mojego gościa.
-Pięknie wyglądasz- powiedział patrząc w moje oczy.
-Ty też niczego sobie- odpowiedziałam po czym wzięłam papierosa i szłam w kierunku balkonu.
-Znowu? Przecież przed chwilą paliłaś.
-Jakie znowu? Paliłam jakieś pół godziny temu.- powiedziałam i poszłam na balkon.
Paląc patrzyłam jak Neymar męczy się z otwarciem kartonu. Zaśmiałam się pod nosem i postanowiłam mu pomóc. Idąc do niego zakręciło mi się w głowie. Ney musiał to zauważyć ponieważ od razu podbiegł do mnie i pomógł mi usiąść na kanapie. Widziałam na jego twarzy lekkie przerażenie i troskę. Zapytał czy wszystko ok. Mimo że w głowie jeszcze trochę mi się kręciło to powiedziałam, że tak. Chwilę jeszcze posiedziałam i poszłam otworzyć ten karton. Sięgając po nóż zauważyłam, że trzęsą mi się ręce. Zauważyłam również, że nie mam ubranej bluzy i widać wszystkie blizny na rękach. Poszłam szybko do pokoju i zaczęłam szukać w kartonach jakiegoś bolerka. Klnęłam pod nosem bo nie mogłam niczego znaleźć. W końcu coś znalazłam. Ubrałam to szybko i wychodząc z pokoju natknęłam się na Neya. Ogólnie to jestem wielką niezdarą i jak to ja musiałam potknąć się o nogi i wpadłam na niego. Jestem ciekawa ile razy w ciągu tego dnia jeszcze na niego wpadnę. Popatrzyliśmy sobie w oczy i przypomniał mi się mój były. W oczach zaczęły zbierać się łzy więc pobiegłam szybko do łazienki nie zwracając uwagi co pomyśli sobie mój gość. Zamknęłam się w łazience, oparłam o drzwi i zaczęłam łkać. Tak samo on patrzył mi w oczy. Nie mogę o nim zapomnieć. Nadal go kocham, ale nie mogę z nim być bo wyrządził w moim życiu wiele szkód. Za bardzo cierpiałam będąc z nim. Z zamyśleń wyrwał mnie Neymar:
-Co się stało?
-Nic, po prostu uświadomiłam coś sobie. Lepiej będzie jak już pójdziesz.
-Nigdzie nie pójdę, nie zostawię cię w takim stanie. Wyjdź z łazienki i porozmawiajmy. Proszę cię.
-To ja cię proszę żebyś poszedł już sobie. Dziękuję ci za odwiedziny i za mile spędzony czas, ale naprawdę idź już. Błagam cię..
-----------------------------------------------
KOMENTUJESZ-MOTYWUJESZ ! :)
Mam nadzieję, że podoba wam się. Przepraszam, że nie dodałam wcześniej, ale miałam urwanie głowy. Być może uda mi się dodać kolejny rozdział w weekend, ale nie obiecuję. Do następnego ;)

czwartek, 21 maja 2015

Rozdział 2

Wyszłam z domu i szłam w stronę Camp Nou. Szłam zamyślona i poczułam jak tracę grunt pod nogami. Ocknęłam się w objęciach nieznajomego mężczyzny. W pierwszej chwili nie rozpoznałam go. Miał ubrane dresy, bluzę z kapturem i okulary przeciwsłoneczne, lecz wszędzie rozpoznam tą twarz. To był Neymar. Patrzyliśmy sobie chwilę w oczy, aż nagle się odezwał:
-Wszystko ok?- zapytał z troską na twarzy
Przez dłuższą chwilę nie odpowiedziałam bo nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje, ale postanowiłam przerwać niezręczną ciszę:
-Wszystko ok- odpowiedziałam z uśmiechem
-Jesteś strasznie blada. Może pojedziemy do lekarza?
-Nie trzeba naprawdę wszystko jest ok. Nie będę zawracać ci głowy, pójdę już do domu.
-Chyba oszalałaś myśląc, że puszczę cię samą do domu w takim stanie. Nie ma takiej opcji. Przynajmniej odprowadzę cię do domu, jeżeli nie chcesz iść do lekarza.
-Niech ci będzie- odpowiedziałam obojętnie. Co on sobie myśli? Że nie dam rady sama dojść do domu? Przecież to nie jest daleko..
Szliśmy przez dłuższą chwilę w ciszy, aż chłopak rozpoczął rozmowę:
-Jak się nazywasz?
-Max. A ty?- postanowiłam się z nim podroczyć
-Pytasz serio? Nie znasz mnie?- zauważyłam zdziwienie na jego twarzy
-Tak się składa, że cię nie kojarzę. Powinnam?
-Neymar, słynny napastnik FCB skromnie mówiąc- nie dałam mu dokończyć
-Wiem kim jesteś. Chciałam się z tobą tylko podroczyć- zaśmiałam się
-Ach tak? Zobaczymy- powiedział to po czym pokazał swoje białe ząbki.
Szliśmy i rozmawialiśmy i po ok 10 minutach byliśmy już koło mojego mieszkania. Wymieniliśmy się numerami telefonów. Pożegnaliśmy się i poszłam do swojego nowego domu. Byłam zmęczona całym dzisiejszym dniem, więc postanowiłm szybko pójść pod prysznic.
-Kurwa, tylko nie to- powiedziałm gdy poczułam, że zaraz zwymiotuję. Jak pomyślałam tak się stało. Zdążyłam się rozebrać i już muszeę coś zrobić. Czy ja nie będę miała choć chwili spokoju? Posprzątłam i poszłam wkońcu pod prysznic. Umyłam sie jagodowym żelem pod prysznic i po ok 15 min odpreżajacego prysznica wytarłam się dokładnie czarnym ręcznikiem. Nalałam sobie soku pomarańcziwego i położyłam się do lóżka. Już zasypiałam, gdy poczułam wibracje pod poduszką. To był sms od Neya:
 
Mam nadzieję, że coś zjadłaś i czujesz się lepiej :) Słodkich snów ;)
Przeczytawszy sms z uśmiechem na twarzy zasnęłam.

----RANO----

Obudziłam się całkiem wyspana. Spojrzałam na telefon. Wskazywał godzinę 8:13 więc postanowiłam nie marnować czasu i poszłam do kuchni napić się czegoś. Ubrałm bluzę i poszłam do wcześniej wyznaczonego miejsca. Nalałam sobie mojego ulubionego soku pomarańczowego i rozpoczęłam rozpakowywanie rzeczy do kuchni. Stwierdziłam, że zrobię sobię przerwę. Otworzyłam okno i zapaliłam papierosa. Paląc myślałam o wczorajszej sytuacji.  W dalszym ciągu nie mogę uwierzyć ze pomógł mi Neymar Da Silva Santos Junior. Ten sam słynny piłkarz mojego ulubionego klubu, że odprowadził mnie do domu i napisał sms na dobranoc. Skończywszy palić zauważyłam, że Neymar zbliża się do klatki od mojego bloku...
 
************************
Przepraszam, że dopiero teraz, ale dużo nauki na poprawy. Mam nadzieję, że się spodoba.
Ja uważam, że jest do dupy :/ KOMENTUJESZ- MUTYWUJESZ ! ;)

wtorek, 12 maja 2015

Rozdział 1

Siedzę już na wyznaczonym dla mnie miejscu w samolocie do Barcelony, aby rozpocząć nowy etap w moim życiu. Strasznie boję się latać. Jedną z niewielu rzeczy jakie mnie uspokajają to muzyka. Gdy jej słucham to zapominam o wszystkich otaczających mnie rzeczach. Obok mnie siedzi całkiem ładny chłopak, który co chwila na mnie zerka, ale ignoruję go. Zacznijmy od początku. Nazywam się Max Casas, mam 18 lat i tydzień temu ukończyłam liceum. Moi rodzice osierocili mnie gdy miałam 13 lat, wtedy moja babcia przygarnęła mnie i zaopiekowała się mną. Niestety niecałe pół roku temu zmarła, miała raka. Jedynym plusem tych wszystkich tragicznych zdarzeń jest to, że otrzymałam w spadku dość dużą sumę pieniędzy. Za nie m.in. kupiłam bilet do Barcelony oraz wynajęłam nieduże mieszkanie w centrum miasta.
*****
Lot się zakończył i teraz czekam na swoje bagaże. Zamówiłam już taksówkę, która będzie za 5 minut. Wyszłam przed lotnisko, zapalić papierosa. Potrzebowałam tego po tak długiej i stresującej podróży. Usłyszałam glos chłopaka, który ewidentnie mówił coś do mnie:
-Przepraszam, ale chyba wzięłaś moją walizkę-powiedział chłopak uśmiechając się.
Na początku nie wiedziałam o co mu chodzi, lecz po chwili zorientowałam się, że walizka w mojej dłoni nie ma naszywki mojego ulubionego zespołu piłkarskiego. Spojrzałam na walizkę, którą trzymał chłopak i zauważyłam logo FCB.
-Chyba masz rację. Biorąc walizkę nie spojrzałam czy ma naszywkę.
-Nic się nie stało- uśmiechną się chłopak po czym wymieniliśmy się walizkami.
Gdy chłopak odszedł- już ze swoją walizką- podjechała taksówka. W drodze do mojego nowego mieszkania, podziwiałam widoki pięknej Barcelony.
*****
Taksówkarz pomógł mi wyciągnąć i zanieść bagaże do budynku. Przed drzwiami mieszkania stała urocza starsza pani. Miała ona krótkie, siwe włosy, niebieskie oczy oraz ubrana była w turkusową sukienkę. W ręku trzymałą klucz do mieszkania. Zapłaciłam taksówkarzowi i podziękowałam za pomoc. Alice -właścicielka mieszkania- oprowadziła mnie po nim po czym podpisałam z nią umowę.
W końcu zostałam sama. Postanowiłam wyjść na obiad, ponieważ od wczoraj nic nie jadłam. Postanowiłam przebrać się w to: 
Wyszłam z domu i szłam w stronę Camp Nou. Szłam zamyślona i poczułam jak tracę grunt pod nogami. Ocknęłam się w objęciach nieznajomego mężczyzny...
***************************************************************************
Mam nadzieję, że pierwszy rozdział wam się
spodobał. Zostawiajcie po sobie jakikolwiek ślad (najlepiej w postaci komentarza) :)
 

Bohaterowie

Max

W wieku 13 lat straciła rodziców w katastrofie lotniczej. Dziewczyna będąc w głębokiej depresji wpadła w złe towarzystwo. Nie miała rodzeństwa. Wychowywała ją babcia, lecz krótko po jej 18 urodzinach została sama.



Nick

Były chłopak Max. Rodzice odtrącili go z powodu jego zachowania i uzależnień. Ukończył liceum, bez matury. Jest dilerem narkotyków.
 

 

Neymar Da Silva Santos Junior

Słynna '11' w FC Barcelonie. Reprezentant Brazylii. Lubi imprezować oraz mieć dziewczyny na 'jedną noc'.