-To ja cię proszę żebyś poszedł już sobie. Dziękuję ci za odwiedziny i za mile spędzony czas, ale naprawdę idź już. Błagam cię.
W oczach miałam coraz więcej łez. Wstałam i zakluczyłam drzwi, aby Neymar nie mógł wejść do środka. Zaczęłam szukać czegoś ostrego, ale przecież nie rozpakowałam kartonów, więc nic tu nie ma oprócz szczoteczki, kosmetyków, pasty do zębów i szczotki. Po prostu zajebiście. Lepiej być nie mogło. Kucając przypomniałam sobie, że przecież mam długopis w spodniach. Sama nie wiem czemu nie spakowałam go do piórnika. Ale mniejsza z tym. Rozkręciłam go i wyprostowałam sprężynkę. Wyprostowałam rękę i zrobiłam parę kresek na nadgarstku. Poczułam cholerną ulgę. Uspokoiłam się trochę. Ney chyba już sobie poszedł, bo go nie słyszę. Postanowiłam iść zapalić. Otworzyłam drzwi i zauważyłam, że siedzi on na podłodze.
-Co się stało?- słyszałam troskę w jego głosie.
-Nic, czemu tu siedzisz? Powiedziałam ci, żebyś sobie poszedł. Wszystko jest w porządku.
-Czemu to zrobiłaś?!- powiedział to podnosząc moją lewą rękę. Słyszałam przerażenie w jego głosie. Co mam mu powiedzieć? Że gdy to robię to uspokajam się? Że jest lepiej? Przecież on wie lepiej. Czułam jak łzy lecą mi po policzkach.
-Co cię to interesuje?- głowę spuściłam na dół. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać
Neymar uniósł moją głowę, łapiąc za podbródek i powiedział po cichu patrząc mi głęboko w oczy:
-Bo się o ciebie martwię.
-Nie masz o co.
Po moich policzkach spływało jeszcze więcej łez. Wyrwałam rękę z jego mocnego uścisku i poszłam jak gdyby nigdy nic do przedpokoju. Otworzyłam drzwi i powiedziałam, żeby wyszedł. Wahał się dość długą chwilę, ale w końcu poszedł. Gdy wyszedł chwyciłam paczkę papierosów i poszłam na balkon. Wypaliłam 6 papierosów płacząc jak głupia. Za dużo myślę, ale taka już jestem i nic na to nie poradzę. Nie mam już siły udawać szczęśliwą. Nie mam też siły rozpakowywać tych pieprzonych kartonów. Muszę się czegoś napić. Wzięłam portfel z torebki, klucze, papierosy i poszłam do sklepu. Kupiłam 2 butelki whisky i 2 paczki papierosów tak na wszelki wypadek. Puściłam muzykę i zaczęłam moje jakże wspaniałe popołudnie. Po niecałej godzinie pierwsza butelka nadawała się do kosza. Zaczęłam pić kolejną. Po jakiś 30 minutach butelka była w połowie pusta. Czułam, że jestem już trochę pijana. Trochę bardzo. Wypaliłam kolejną paczkę papierosów i nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Kto to może do jasnej cholery być? Neymarowi powiedziałam, żeby poszedł, uszanował moją decyzję i chyba nie wróci. A jak to właścicielka mieszkania? Co powie jak zobaczy mnie w takim stanie? No nic. Już chyba nie może spotkać mnie nic gorszego. W najgorszym scenariuszu stracę mieszanie. Ale przynajmniej nie będę miała dużo do pakowania. Podeszłam do drzwi i nie patrząc w wizjer otworzyła je. Zobaczyłam Neymara. Jednak nie uszanował mojej prośby. W ręcach trzymał dużą pizze. Przez sam zapach chciało mi się wymiotować.
-Co ty tu robisz?- zapytałam ledwo trzymając się na nogach.
-Czy ty piłaś? Boże dziewczyno nie rób tego! Nie sama bo..
-Bo co?- nie dałam mu dokończyć. Czy ja potrzebuję jakiegoś specjalnego pozwolenia na cokolwiek?
-Bo się o ciebie martwię.
-Już to mówiłeś. Z resztą to jest dziwne, bo przecież się nie znamy.
-To może powiem to inaczej. Nie chcę, żebyś sama piła, bo boję się, że sobie coś zrobisz a tego bym nie chciał.
-A co byś chciał? Żebym dzwoniła do ciebie i pytała o pozwolenie, żeby się napić czy zapalić?
-Nie o to mi chodzi. Ale możesz do mnie dzwonić jak będziesz miała takie pomysły.
-Jakie?
-Picie czy cięcie się na przykład.
-W życiu nie dostajesz tego czego chcesz- powiedziałam to uśmiechając się, a po moim policzku spłynęła mimowolnie łza. Ile razy jeszcze będę płakać tego dnia? Bo niemożliwe jest to, że to jest ostatnia łza w tym dniu.
-Wiem o tym doskonale, ale mimo to proszę cię. Jak będziesz miała ochotę to znów zrobić, to zadzwoń, albo napisz sms. Proszę cię.
-Okej. A więc po co tu przyszedłeś?
-Jak widzisz, mam tu dosyć sporą pizze, którą sam nie zjem, więc czy zechciałabyś mi pomóc?-powiedział to już z uśmiechem.
-Tak się składa, że nie jestem głodna.
Neymar ignorował mnie. Położył jedzenie na stole i poszedł do kuchni po talerze. Położył je obok dużego kartonu z pizzą i wziął butelki do kuchni. Jedną wywalił do śmieci a z drugiej wylał resztę do zlewu, po czym zrobił to samo co z poprzednią. Patrzyłam z obojętnością na twarzy na to co robi. Gdy otworzył karton, zebrało mi się na wymioty i żeby nie zwymiotować poszłam szybko na balkon zapalić. To co robi jest bardzo miłe z jego strony, ale czy on tego nie robi na pokaz? Sama już nie wiem. Wszytko co robią, bądź mówią ludzie biorę na dwa razy. Już taka jestem. Jestem osobą, która nikomu nie ufa, osobą która jest całkiem sama. Nie ma nikogo, komu może się zwierzyć. Nagle poczułam zapach pizzy. Neymar otworzył balkon i patrzył jak palę nie odrywając wzroku ode mnie. Nie wytrzymałam. Czułam jak zaraz zwymiotuję. Wywaliłam papierosa przez balkon i pobiegłam do łazienki. Nie musiałam długo czekać jak mój gość będzie obok mnie. Trzymał mi włosy żebym nie ubrudziła ich od wymiocin. Spędziłam w toalecie niecałe 20 minut. Przez cały ten czas Ney był ze mną. Gdy wreszcie skończyłam nie miałam już na nic siły. Poczułam jak brazylijczyk bierze mnie na ręce i kładzie do łóżka. Nie byłam w stanie powiedzieć nic innego oprócz cichego dziękuję. W odpowiedzi zobaczyłam tylko jego uśmiech.
-Spokojnej nocy. Dobranoc- powiedział chyba z uśmiechem. Zamknął drzwi a ja odpłynęłam w krainę snów.
W nocy obudziłam się cała zalana potem. Chciałam sprawdzić, która jest godzina, ale telefon został w salonie. W pokoju śmierdziało niemiłosiernie. Obok łóżka zauważyłam jakąś miskę, którą musiał przynieść Ney gdy już spałam. Wstałam i podeszłam do okna. Wszędzie na ulicach było ciemno. Jedynie gdzieniegdzie na chodnikach były jasne punkty, które tworzyły światła z lampy. Patrzyłam tak chwilę przez okno i postanowiłam je wreszcie otworzyć. Poszłam do łazienki aby się szybko umyć. Tak, orzeźwiający prysznic to jest to czego mi trzeba. Umyłam się porządnie i przy okazji umyłam włosy. Wytarłam się i postanowiłam poszukać jakiś dresów w kartonach. Wyszłam owinięta w ręcznik i zaczęłam poszukiwania. Nie musiałam męczyć się długo bo otworzyłam pierwszy lepszy karton i znalazłam moje ulubione czarne dresy. Ubrałam je szybko i poszukałam jakiejkolwiek bluzki byle by mieć coś ubrane. Wyszłam z pokoju i zauważyłam, że światło w kuchni się pali...
*************
Zgodnie z obietnica wstawiam kolejny rozdział w weekend. Życze miłego odbioru. I pamięta KOMENTUJESZ- MOTYWUJESZ ;)
piątek, 29 maja 2015
Rozdział 4
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Wspaniały <3
OdpowiedzUsuńCzekam na next! :)
I zapraszam do siebie :)
Świetny :3
OdpowiedzUsuń